poniedziałek, 20 listopada 2017

„Mistrzowie” w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy


Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy do 28 stycznia 2018 roku będzie prezentować wystawę czasową „Mistrzowie”. Na ekspozycji możemy zobaczyć najbardziej reprezentacyjne dzieła, które znajdują się w zbiorach tego muzeum. Zapowiada się tę wystawę jako: Matejko, Wyspiański, Kossak, Chełmoński i inni "Mistrzowie”. W tej swego rodzaju „reklamie” mamy więc wymienionych artystów, którzy zapisali się na zawsze złotymi literami w historii polskiej sztuki.

Bydgoskie muzeum jest mi bliskie. I nie chodzi tu tylko o odległość od mojego miejsca zamieszkania, choć także, bo to tylko 100 km, ale przede wszystkim o osobę patrona. Jest nim nie kto inny, jak tylko sam Mistrz Leon Wyczółkowski, którego uwielbiam od zawsze. Jeden z czterech oddziałów muzealnych znajdujących się na Wyspie Młyńskiej nosi nawet nazwę „Dom Leona Wyczółkowskiego”. I kiedy tylko tam jestem, zawsze do niego zaglądam i nigdy nie mam dosyć tej atmosfery, która w nim panuje. Tym jednak razem udaję się do do innego budynku muzealnego, w którym mieści się Galeria Sztuki Nowoczesnej. Bywałem tam kilkakrotnie, także na wystawie czasowej „Leon Wyczółkowski. Od pomysłu do dzieła” w pierwszej połowie 2016 roku, czy na kilku wykładach z historii sztuki, które muzeum prowadzi od lat właśnie w tym gmachu. I teraz, kilka dni temu, w Narodowe Święto Niepodległości, 11 listopada otwarta została nowa wystawa czasowa. Niestety tego dnia nie mogłem tutaj być, gdyż świętowałem we Wrocławiu. Ale tydzień później już jestem.

Plakat z wystawy

W założeniu autorów wystawy „Mistrzowie” stanowi ona prolog do nowej ekspozycji stałej, która zagości w przyszłości w murach bydgoskiego muzeum. Tak przynajmniej ten zapis zawarty w omówieniu „Mistrzów” zrozumiałem. Oczywiście marzyłoby mi się, aby tak się stało. Ma być na niej prezentowana twórczość polskich artystów powstała w okresie od końca XVIII do początku XX wieku. Od kiedy będziemy mogli ją oglądać? Tego w materiałach prasowych nie podano. Zapewne trochę to jeszcze potrwa, zważywszy na fakt, że  zbiory muzeum mają ponad 100-letnią tradycję kolekcjonerską. Musiało więc siłą rzeczy nazbierać się tych dzieł sztuki niezmiernie wiele. Warto byłoby wyjąć je z magazynu i stworzyć stałą galerię sztuki polskiej do początku wieku XX, wzorem innych, szacownych muzeów polskich. A na sztukę nowoczesną na pewno też miejsce gdzieś się znajdzie. Zajrzyjmy teraz na wystawę „Mistrzowie”.

Fragment sali wystawowej

W II połowie XIX wieku w malarstwie góruje przede wszystkim akademizm, historyzm i realizm. Oglądamy zatem na wystawie portrety o przyciemnionej gamie kolorystycznej, sceny rodzajowe i pejzaże. Parzymy na portrety stworzone przez Jana Matejkę, Aleksandra Kotsisa czy Maurycego Gottlieba.


Jan Matejko „Portret Wiktorii Kosińskiej - 
żony komisarza krakowskiego” (1859)

Interesujący zbiór obrazów stanowią idealistyczno - romantyczne pejzaże Pantaleona Szyndlera i Józefa Rapackiego. Architektoniczne weduty tamtych czasów poznajemy dzięki płótnom Saturnina Świerzyńskiego i Erazma Rudolfa Fabijańskiego.


Erazm Rudolf Fabiański „Brama Floriańska” (1882)

Reprezentantami nurtu antycznego są Henryk Siemiradzki i Wilhelm Kotarbiński, osadzający sceny rodzajowe w krajobrazie południa Europy.


Henryk Siemiradzki „U studni” (1885)

Malarstwo ukazujące sceny rodzajowe z życia ziemiaństwa i chłopstwa, jest prezentowane w osobach Juliusza Kossaka i Józefa Chełmońskiego.


Józef Chełmoński „Trójka” (1875)

W końcu XIX stulecia mamy już do czynienia z nowymi postawami artystycznymi w sztuce. Panuje wtedy impresjonizm, symbolizm i secesja. Nie mogło więc zabraknąć dzieł twórców, którzy jednoznacznie kojarzą się z tymi kierunkami. Prezentowane są pejzaże, martwe natury czy portrety takich wybitności tamtych czasów jak m.in.: Teodor Axentowicz, Alfons Karpiński czy Wojciech Weiss.

Wojciech Weiss „Kwiaty w wazonie” (b.r.)

Pierwiastki symboliczne i mistyczne dostrzegamy w kompozycjach Jacka Malczewskiego, jak i w obrazach Ferdynanda Ruszczyca czy Władysława Podkowińskiego.


Jacek Malczewski „Przebudzenie” (ok. 1920)

Oglądamy także twórczość artystów nawiązujących do tematyki młodopolskiej. Należy przede wszystkim wspomnieć o Stanisławie Wyspiańskim i wykonanym przez niego portrecie swojego przyjaciela Lucjana Rydla. To „Pan Młody”, bohater dramatu „Wesele”. Prezentowane jest także nowoczesne malarstwo pejzażowe w tym m.in. Stanisława Czajkowskiego.


Stanisław Wyspiański „Portret Lucjana Rydla” (1898)

Okres Młodej Polski to także czas fascynacji artystów tzw. „chłopomanią” i to zarówno typowo polską jak i huculską. Widzimy to w  pracach Władysława Jarockiego, Kazimierza Sichulskiego czy Wlastimila Hofmana.

Kazimierz Sichulski "Pastuszek huculski" (1907)

Musimy także wspomnieć o obrazach kilku jeszcze malarzy, zaliczanych do naszych najwybitniejszych, jak Julian Fałat i Jan Stanisławski.

Julian Fałat "Scena na polowaniu" (koniec XIX w.)

Na wystawie pokazano także obrazy kilku artystów pochodzących z Bydgoszczy lub związanych z tym miastem, co zdaje się być oczywistym. Należy do nich m.in. Maksymilian Antoni Piotrowski, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Królewcu, który tworzył w I połowie XIX wieku, czyli okresie, kiedy to dominował nurt romantyczny.


Maksymilian Antoni Piotrowski „Portret damy w białej sukni” (1858)

Wystawę ładnie uzupełniają rzeźby Xawerego Dunikowskiego, Konstantego Laszczki i Ferdinanda Lepckego.

Ksawery Dunikowski "Madonna" (1910)

Jak uczyli w szkole, na zakończenie trzeba napisać kilka słów podsumowania. Otóż powinniśmy mieć świadomość, że z nazwisk artystów zawartych w „reklamie” wystawy zobaczymy: jednego tylko Matejkę, jednego Chełmońskiego i jednego Wyspiańskiego. Niemniej nie umniejsza to w żaden sposób wartości ekspozycji, która jako całość prezentuje się bardzo przyzwoicie. Ale za to z klanu Kossaków jest i Juliusz i Wojciech. Również samo miejsce na pierwszym piętrze budynku jest niezwykle klimatyczne. Prezentacja ułożona została w sposób dający ogląd, jak na przestrzeni wieków zmieniało się rodzime malarstwo. Nie być tam, byłoby szkoda, a czasu do jej zakończenia nie zostało już zbyt wiele.

* W teście wykorzystano fragmenty z informacji prasowej zamieszczonej na stronie internetowej MOB.

Wystawa czynna: od 11 listopada 2017 do 28 stycznia 2018 r.
Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Galeria Sztuki Nowoczesnej, ul. Mennica 8
Oprowadzanie po wystawie „Mistrzowie” w wykonaniu kuratorki ekspozycji Ingi Kopciewicz - 23 listopada 2017 roku, godz. 17.00, wstęp wolny.

sobota, 4 listopada 2017

10 najpiękniejszych zimowych pejzaży w malarstwie polskim

 Śniegu jeszcze nie ma, przynajmniej na nizinach. Ale my antycypujemy.


Zimowych pejzaży w historii polskiego malarstwa nie ma aż tak wielu. Oczywiście w porównaniu do tych wiosenno-letnio-jesiennych. To temat trudny do namalowania. Wydobyć baśniowy urok śniegu farbą czy pastelem - nie każdy malarz się tego podejmie.
Zastrzegamy, że jest to wybór całkowicie subkiektywny. Kolejność prezentacji obrazów alfabetyczna, od nazwiska twórcy. Postępujemy według zasady: jeden malarz - jedno jego dzieło.

1. Józef Chełmoński Kuropatwy na śniegu” (1891), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie



Otulony kożuchem artysta tworzy go w plenerze, a przynajmniej szkic tego dzieła. Dla niego nie było pogody lepszej czy gorszej, aby malować. Ten prawie że monochromatyczny obraz zostaje wysłany na wystawę do Berlina i tam otrzymuje najwyższą nagrodę. Miriam-Przesmycki pisał w „Chimerze”: „Określić wprost niepodobna, co tak niesłychanie działa na człowieka z tego obrazu. (...) Chełmoński tworzy tu, jak natura tworzy”.

2. Julian Fałat "Śnieg" (1907), olej/płótno, Muzeum Narodowe w Poznaniu



„Oślepiający blask słońca na śniegu w mroźny, zimowy dzień porywa go i każe mu odtworzyć przepych skrzących się barw i świateł różowych, złocistych lub fioletowych lub niebieskawych cieniów. Tam znowu ogromne pokłady świeżo spadłego śniegu zachwycają go swą miękkością” - pisał krytyk współczesny artyście. Kompozycję uznano za jedno z arcydzieł twórcy.

3. Artur Grottger „Pochód na Sybir" (1866), olej/płótno, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie



W naszym „Naj” obrazów historycznych z zimą w tle pokażemy tylko to jedno dzieło. Kompozycja nawiązuje do Powstania Styczniowego i zsyłki Polaków na Sybir, po jego upadku. Krajobraz przedstawiony na obrazie jest bardzo surowy – to nie jest łagodna, malownicza zima. Zawieja śnieżna i zastygłe, zamrożone gałęzie krzewów dobrze komponują się z dramatycznymi nastrojami postaci przedstawionych w centralnej części obrazu.

4. Władysław Podkowiński „Widok na Nowy Świat w Warszawie zimą”, akwarela, ołówek/papier, Muzeum Narodowe w Krakowie (fot. MNK)


Do dnia dzisiejszego zachowały się trzy dzieła tego motywu stworzone przez artystę - dwie akwarele stworzone zimą i jeden duży obraz olejny malowany latem. Przypuszcza się, że prac z tą ulicą widzianą w kierunku Krakowskiego Przedmieścia powstało o wiele więcej i o różnych porach roku, jednak jak znaczna część dorobku artysty, uległy spaleniu w czasie Powstania Warszawskiego. Miejski pejzaż to materia często podejmowana przez francuskich impresjonistów. Artysta malował ten obraz z okna swojej pracowni, która mieściła się w belwederze Pałacu Kossakowskich na ulicy Nowy Świat.

5. Ferdynand Ruszczyc „Z brzegów Wilejki” (1900), olej/płótno, Muzeum Okręgowe w Toruniu


W katalogu wydanym przez muzeum czytamy, że malowidło to „należy do najlepszych dzieł artysty, których monumentalizm kompozycji spotęgowany ujęciem pejzażu z dużej wysokości oraz stonowana, ograniczona do kilku barw tonacja, dały urzekającą syntezę żywiołu wody, a w szerszym kontekście Wileńszczyzny”. Dodajmy do tych słów jeszcze jedno zdanie krytyka wypowiedziane w roku 1900, a więc w tym samym, w którym powstał obraz: „Dzisiejsze malarstwo nie odtwarza, lecz przede wszystkim wyraża przyrodę, oddaje nie tylko jej kształty zewnętrzne, lecz także jej duszę - nastrój”.

6. Jan Stanisławski „Zakopane w zimie” (1906), olej/deska, Muzeum Narodowe w Krakowie (fot. MNK)



Artysta jeszcze jako student krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych wędrował po Tatrach, zdobywając wiele szczytów, w tym i Rysy. Będąc później profesorem tej uczelni, wielokrotnie powracał w to miejsce ze swoimi uczniami prowadzonej przez niego klasy pejzażu. Na stronie MNK czytamy: „...malował przede wszystkim rozległe, panoramiczne widoki górskie, które były dla niego pretekstem do zmierzenia się z malarskimi wyzwaniami: do przedstawień ośnieżonych gór za pomocą zaledwie kilku odcieni rozświetlanego słońcem błękitu i bieli i uchwycenia specyficznego klimatu panującego w słoneczny dzień w spowitych śniegiem górach”.

7.  Władysław Ślewiński „Morskie Oko” (ok. 1907), olej/płótno, Muzeum Sztuki w Łodzi




Zima już się kończy. Śniegi topnieją, spływają do jeziora. Dzieło utrzymane w ciemno-granatowej kolorystyce, tak ulubionej przez artystę. Jeden z krytyków zauważył, że tatrzańskie pejzaże malarza, są inne niż dotychczas tworzone przez współczesnych mu malarzy Tatr, gdyż jest w nich więcej poetyckości i refleksji.

8. Stanisław Witkiewicz „Kozice w górach” (ok. 1890), Muzeum Narodowe w Gdańsku, depozyt MNW




Niech słowa samego malarza będą opisem tego genialnego dzieła. W swojej książce „Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr” artysta pisał: „Wirchy i przepaście, orły, niedźwiedzie, świstaki, kozice, blaski słońca, cienie chmur i mroki nocy, skały i śniegi, i wonna zieleń smreków, i czarne krzaki kosodrzewiny, i szum wód spienionych, – słowem, ten cały świat górski żyje w jego mowie (Sabały – przyp. mój), wzajemnie się objaśnia, ozdabia i uplastycznia”.

9. Leon Wyczółkowski „Widok z Kozińca, Zakopane w śniegu” (1905), pastel, gwasz/papier, Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy


"Szerokie, panoramiczne ujęcie krajobrazu tatrzańskiego, (...) należy do nielicznych przedstawień tego typu wykonanych przez malarza. Artysta po mistrzowsku oddaje potęgę gór, zestawiając bardzo spokojny, jasny plan pierwszy (biały śnieg) z ciemnymi, mocnymi plamami ukazującymi szeroką panoramę Tatr. Zgaszona kolorystyka kompozycji, ograniczona do kilku kolorów, z przewagą szarego i ciemnoniebieskiego, uwydatnia porę roku” - czytamy na stronie muzeum.

10. Stanisław Wyspiański „Widok z okna pracowni artysty na Kopiec Kościuszki” (1905), pastel/papier, Muzeum Narodowe W Warszawie


Artysta namalował ponoć czterdzieści tych „Kopców” od grudnia 1904 do lutego 1905 roku, a więc zimową porą, zarówno w pionowym jak i poziomym rzucie. Do naszych czasów zachowało się dziesięć (lub jedenaście) tych kompozycji, które rozproszone są po kilku polskich muzeach. Wszystkie te malowidła są wykonane pastelami. Inspiracją miał być cykl kilkudziesięciu prac Claude'a Moneta pokazujących fasadę katedry Notre-Dame w Rouen, gdzie ten francuski impresjonista nie skupiał się na jej detalach architektonicznych, tylko na świetle i kolorze, które były inne optycznie w zależności od pory roku czy dnia oraz warunków atmosferycznych i w rezultacie „były zupełnie do siebie niepodobne”, choć malowane z tego samego punktu obserwacji. Tak jak i w tym przypadku. Pastel ten uważany jest za najbardziej ekspresyjny w swej wymowie z całej serii.

poniedziałek, 30 października 2017

Pierwszy obraz w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie

To olbrzymich wymiarów dzieło malarskie (ponad 27 metrów kwadratowych) Henryka Siemiradzkiego, przedstawia scenę prześladowania chrześcijan przez Nerona. Pomimo wagi tematu na nim zawartym, chcielibyśmy powiedzieć na początku o płótnie tym jednak coś innego. To właśnie owo dzieło przekazane w darze przez malarza w 1879 roku do Muzeum Narodowego w Krakowie, posiada pierwszy numer inwentarzowy. Mówiąc inaczej, „Pochodnie Nerona” zapoczątkowały zbiory krakowskiego muzeum. Obraz możemy oglądać w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach.

Henryk Siemiradzki "Pochodnie Nerona" (1876), MNK

Po spaleniu przez Nerona Rzymu, został on oskarżony o ten niecny czyn. Więcej możemy dowiedzieć się zaglądając na stronę internetową MNK. Czytamy:Cezar, obawiając się konsekwencji, winą obarczył chrześcijan niepopularnych w społeczeństwie rzymskim. Artysta przedstawił scenę ich palenia w ogrodach Nerona. Na twarzach uczestników wydarzenia ukazał różnorodne uczucia: od zdziczałości obyczajów pijanych Rzymian, poprzez zimną obojętność pięknych pań i przystojnych młodzieńców, aż do przestrachu i współczucia w stosunku do przestępców, jak twierdził Neron. Reliefy i detale architektoniczne zaczerpnął artysta z zabytków antycznych zachowanych w Rzymie, Pompejach, Neapolu oraz opracowań starożytnej architektury.



W sferze ideowej przeciwstawił sobie dwa środowiska: elity rzymskie, w większości zdemoralizowane lub zastraszone przez despotycznego Nerona oraz niezłomnych chrześcijan ginących za wiarę. W Polsce i w Rosji – odwołując się do zdania wypisanego na ramie obrazu, a zaczerpniętego z Ewangelii św. Jana: „A światłość w ciemności świeci i ciemność go nie ogarnęła” – odczytywano dzieło jako wyraz sprzeciwu wobec przemocy i despotycznej polityki caratu. Stanowił symbol przyszłego zwycięstwa tych, którzy teraz są pogardzani i słabi”.

Pochodnie Nerona” (1876),
olej/płótno;
wymiary: 385 x704 cm. 

czwartek, 12 października 2017

Twój Vincent

Obejrzeliśmy wczoraj film. Był kolorowy i czarno-biały. Całkiem inny od wszystkich, które widzieliśmy dotychczas. Animowany, ale czegoś takiego w kinie chyba nikt nigdy nie stworzył. Został namalowany obrazami. Wszystkie tworzone ręcznie i malowane stylem van Gogha. Bo to jest film o tym geniuszu. „Twój Vincent”. Tak zawsze podpisywał się pod listami, których setki napisał do brata. I wokół jednego z takich listów toczy się cała akcja. 

Kadr z filmu "Twój Vincent", fot. Domena publiczna

Nie będę tutaj pisał o technice powstawania filmu, niezwykle nowatorskiej i okrutnie ciekawej, bo wszystko już o tym napisano. Więc krótko. Bohater, taka pijaczyna z Arles, miasteczka w Prowansji, syn naczelnika poczty, za namową ojca jedzie do Paryża, aby odszukać brata Vincenta i oddać mu list, który wcześniej się gdzieś zawieruszył. W Arles malarz przez pewien czas żył i tworzył. Tutaj obciął sobie ucho. Pijaczyna niechętnie wykonuje prośbę ojca, ale rusza jednak w drogę i niejako niechcący, zaintrygowany tym, czego się dowiaduje, rozpoczyna śledztwo. Jakie? Jak doszło do śmierci Vincenta van Gogha. Czy to był zbrodnia, czy jednak samobójstwo, a jeżeli tak, to dlaczego to uczynił? I tutaj już mamy do czynienia z wciągającą fabułą. W sumie możemy powiedzieć, że to film kryminalny.

Czy film jest biografią van Gogha? Po części tak, ale pozostawia pewien niedosyt. Wydaje mi się, że przed jego obejrzeniem dobrze jest przeczytać jakąś książkę o życiu artysty, wtedy łatwiej będzie zrozumieć dokładniej „co jest grane”. (My kochamy tę książkę). A sam film? To arcydzieło, tak samo jak wszystko, co stworzył Vincent. Twój Vincent.

sobota, 7 października 2017

Władysława Podkowińskiego portrety dziewczynek

Malarzem dzieci nazywano często w Krakowie Stanisława Wyspiańskiego. A jak mówiono o tym dziecięciu Warszawy, Władysławie Podkowińskim? Prekursor rodzimego impresjonizmu na pewno nie zasłużył na takie miano. „Artysta tragiczny” - taki najczęściej o nim mówiono.

Artysta tragiczny” znany jest przede wszystkim z innego rodzaju uprawianego malarstwa, niż malowanie portretów dziewczynek, ale kilka naprawdę ciekawych dzieł z dziećmi w roli głównej stworzył, w tym kilka z młodymi panienkami. Niemniej należy chyba uznać, że tematykę tę traktował raczej okolicznościowo. Jednym z najlepszych jego obrazów z bogatego dorobku malarskiego, to dzieło z chłopcami w roli głównej, o którym pisałem tutaj. Teraz przyjrzyjmy się obrazom, na których uwiecznił młode dziewczynki. Poza tym, już od początku XIX wieku, chyba wszyscy polscy malarze uwieczniali na swoich płótnach dzieci.

Dziewczynka w polu” (1890-1891), akwarela/papier; wymiary: 27,5 x 31,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie (fot. MNW)


Jak przystało na impresjonistę, początkującego, jeśli weźmiemy pod uwagę datę powstania tej akwareli, artysta ukazał tutaj dziewczynkę na tle wycinka przyrody. Postać stopiona jest z otoczeniem, przede wszystkim poprzez zastosowanie ubogiej gamy barw. Jednak genialnie został przez twórcę wydobyty ruch modelki. Wczesnomodernistyczne ujęcie modela, nie oparte na akademickim starannie wystudiowanym rysunku.

Dziewczynka w kapeluszu z kwiatami” (1890-1891), akwarela/papier; wymiary: 17,5 x 12 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie (fot. MNW)


Choć portrecik ten powstały w latach jak obrazek powyżej, jest tutaj już bardziej impresjonistyczny, a na pewno zastosował w nim artysta bardziej bogatą, jaśniejszą paletę barw. Być może malarz portretowe akwarelki traktował jako wprawki do późniejszych, już bardzo „poważnych” portretów malowanych impresjonistycznie, z których początkowo publiczność się śmiała. No, może nie wszyscy, ale ci, których wówczas zwano filistrami. Przykład? Proszę. Słynny „Portret Czesława Jankowskiego” z 1890 roku, gdy został wystawiony w Zachęcie taką oto zebrał recenzję. „Twarz ożółcona, niby widmo, bez odrobiny prawdy w kolorycie, a cały obraz zdradza nie jakiś przypadek w fałszywym traktowaniu, ale umyślne krzywienie natury”.

Dziewczynka na tle ogrodu (Bronisia)” (1891), akwarela/papier; wymiary: 21 x 28 cm, Muzeum 


Narodowe w Poznaniu (fot. MNP)






Pisze biografka artysty, Wiesława Wierzchowska: „Konsekwentnie impresjonistyczny punkt widzenia zamanifestował się w skromnej akwareli namalowanej dla jakieś Bronisi na urodziny, o czym informuje stosowna dedykacja. Gama błękitów, zieleni i szarości nasycona światłem składa się na fragment ogrodu z szeroko otwartą bramą, w której stoi mała dziewczynka - plama koloru tak samo ważna, jak wszystko dookoła. Artysta zastosował tu specyficzną perspektywę z wysokości oczu dziecka i świat wyogromniał w stosunku do postaci dziecięcej, która w ten sposób nabrała charakteru bezradności, a całość kompozycji nuty liryzmu”.


Dziewczynka w kapeluszu” (1894), olej/płótno; wymiary: 62,5 x 50,5 cm, Muzeum Narodowe w 


Warszawie (fot. MNW)




Salonowy portret wytwornej dziewczynki. Na główce kapelusik upiększony kwiatami. Ot, portret jakich w dziejach sztuki tysiące. Czy aby na pewno? Prof. Irena Kossowska zawraca uwagę na rzecz bardzo istotną w tym dziele. Zauważa ona, że „przedmiotem analizy stała się dla artysty gra barwnych refleksów na białej sukience i udekorowanych kwiatami kapeluszu”.

Dziewczynka z obręczą” (1894), olej/płótno; wymiary: 74 x 63,5 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu.


W dostępnej mi literaturze na temat tego płótna nic nie doniesiono. Prawdopodobnie artysta malował ów portret na zamówienie, dla pieniędzy. Podkowiński pod koniec życia miał usposobienie drażliwe, a wiadomo, że dzieci jako modele są nieposłuszne. Dlatego można przypuszczać, że portret ten malował z fotografii. Pierwszy biograf artysty, znający go osobiście, tak pisał: „Kilka portretowych obstalunków, pokup na wszystko prawie co wychodziło z jego pracowani zapewniają mu byt niezależny”.

Portret dziewczynki” (szkic), (1894), olej/płótno; wymiary: 40 cm x 35,7 cm, własność prywatna.





Obraz ten nigdy nie został przez artystę ukończony. Nałożył tylko kilka warstw malarskich, niemniej rysy dziewczynki są nawet wyraźne. Czteroletnia Józefa Oderfeldówna, bo tę osóbkę portretował, była nadzwyczaj ruchliwą i kilkugodzinne, przez wiele dni pozowanie malarzowi, strasznie ją nudziło. Na znak protestu, jak głosi przekaz rodzinny, pewnego dnia obcięła sobie grzywkę. Artysta wtedy zdenerwował się okrutnie i odmówił dalszego malowania, dopóki włosy Józi nie odrosną. Jest też przyczyna druga. Podkowiński pracę nad portretem rozpoczął późną jesienią 1894 roku. Chorował wtedy od kilku już lat na suchoty (gruźlicę). W tym czasie stan jego zdrowia bardzo się pogorszył, więc nic w tym dziwnego, że był bardzo drażliwy i nie chciał kontynuować malowania. Zmarł kilka miesięcy później.

czwartek, 21 września 2017

Na Harendzie - w Galerii obrazów Władysława Jarockiego

Dom na Harendzie w Zakopanem kojarzy nam się przede wszystkim z Janem Kasprowiczem. To tutaj nasz wielki poeta spędził ostatnie lata życia, tutaj zmarł i jest pochowany obok domu, w specjalnie dla niego wybudowanym mauzoleum.

Dom Jana Kasprowicza na Harendzie

Jednak cały dom nie był jego własnością. Część należała do Władysława Jarockiego. Malarz był zięciem Jana Kasprowicza, mężem jego najstarszej córki Anny. Choć nie mieszkał w tym domu na stałe, to jednak często tu przebywał i w jednej z izb miał swoją pracownię.

Fragment jednej z izb Domu Jana Kasprowicza.
Widzimy tu rzeźbę głowy poety oraz jego portret

Obok willi, wśród drzew stoi granitowe mauzoleum wzniesione z inicjatywy Marii Kasprowiczowej. Poeta był pochowany początkowo na Starym Cmentarzu, a kiedy ukończono w 1933 r. budowę mauzoleum wg projektu Karola Stryjeńskiego przeniesiono tutaj jego prochy. W górnej części, w kaplicy spoczywa Maria Kasprowiczowa” (cytat ze strony internetowej Domu Jana Kasprowicza).

Mauzoleum Jana Kasprowicza

Władysław Jarocki zaprojektował również sarkofag poety, znajdujący się w jego mauzoleum.

Sarkofag Jana Kasprowicza

W Domu Jana Kasprowicza oprócz muzeum poświęconemu poecie, znajduje się także „Galeria obrazów Władysława Jarockiego”. „Na bogatą spuściznę Jarockiego, zgromadzoną w Domu Jana Kasprowicza, składają się nie tylko prace malarskie obrazujące oczarowanie tradycją etniczną różnych regionów Polski, ale i rodzimym krajobrazem, w tym i nadmorskim. Kolekcję wzbogacają ponadto zarówno pejzaże z podróży do krajów śródziemnomorskich, jak i projekty polichromii i studia architektoniczne” (cytat ze strony internetowej Domu Jana Kasprowicza).

Władysław Jarocki "Autoportret" (1943)


Zajrzyjmy zatem do „Galerii obrazów Władysława Jarockiego”. Przedstawimy kilka jej fragmentów oraz nieco obrazów tam zgromadzonych.

Fragment Galerii

Fragment Galerii

Fragment Galerii


Obrazy Władysława Jarockiego

"Hucułka w cerkwi" (1909)

"Dom Jana Kasprowicza od strony południowej, mieszkanie Jarockich"(1957)

"Rudbekie" (1940)

"Kościół na Harendzie latem" (1960)

"Dolina Pięciu Stawów" (1937)


Fotografia Władysława Jarockiego z 1906 roku.

sobota, 9 września 2017

Pan od ptaków


Czy możemy uznać Józefa Chełmońskiego za najwybitniejszego polskiego animalistę? Jeżeli chodzi o przedstawianie ptaków na obrazach, to zdecydowanie musimy odpowiedzieć twierdząco. Malował także i inne dzikie zwierzęta, niemniej w tym szkicu skoncentrujemy się tylko na ptakach.

Nie ma ptaka, którego by nie znał” - pisał jeden z biografów artysty. Krytyk w relacji z wystawy obrazów Chełmońskiego zanotował: „Artysta obyczaj ptactwa wędrownego podniósł poetycznością pomysłu do godności dzieła sztuki”. Malował ptaki dzikie, nie jakieś udomowione kury czy gęsi. Skąd wynikała ta jego miłość do natury? Był dzieckiem wsi, synem ziemi, na wsi się urodził i na wsi zmarł. „Był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw”. Jak wspomina znajoma malarza, Pia Górska, Chełmoński był głęboko przekonany, że Bóg kocha ludzi, którzy szanują jego stworzenia. Ten dziwak i rozwłóczony malarz miał religijny stosunek do przyrody, uważał ją za „podnóżek nóg Bożych” i mógł powtórzyć za biedaczyną z Asyżu „siostra moja gwiazda” i „brat mój konik polny”.

Skoncentrujemy się tutaj tylko i wyłącznie na dziełach artysty, gdzie ptak jest najważniejszym elementem obrazu i został ukazany na tle jego naturalnego środowiska, pozbawionego ludzi, lub wytworów człowieka. Dlatego nie pokażemy takich dzieł jak np. „Bociany” czy „Pierwszy skowronek”, gdzie ptaki są niejako dodatkiem do sceny rodzajowej tam ukazanej. Oczywiście zaprezentowane tutaj obrazy z ptakami, to nie wszystkie, jakie artysta namalował.

Jak wiemy, Chełmoński przez kilkanaście lat mieszkał i tworzył w Paryżu. Tak długi pobyt poza ojczyzną musiał wywołać u niego tęsknotę za rodzimym krajobrazem. Szukał więc w okolicach tego miasta „materiału pejzażowego”, który mógł przypominać łąki i pola, na których się wychował. I tak powstał ten obraz na rok przed powrotem do Polski.

"Dropie" (1886), Muzeum Narodowe w Warszawie, fot. MNW

Po powrocie do kraju Chełmoński kupuje niewielki dworek w Kuklówce, małej mazowieckiej wsi. Mieszka w nim aż do śmierci. Maluje rozległe pejzaże, także z z ptactwem w roli głównej...

"Czajki" (1890), Muzeum Śląskie w Katowicach


...ale również i ich fragmenty, bardziej szczegółowo przedstawiając „portrety” ptaków, tak jak na tym obrazie...

"Jastrząb. Pogoda" (1899), Muzeum Narodowe w Poznaniu


...i na tym także.

"Czapla bąk" (1891), wł. prywatna, fot. Domena publiczna


Wiemy, że dzieło to artysta malował na śniegu szczelnie otulony kożuchem. Ten prawie że monochromatyczny obraz zostaje wysłany na wystawę do Berlina i tam otrzymuje najwyższą nagrodę. Dziesięć lat później Miriam-Przesmycki w „Chimerze” w ten sposób zachwycił się tym płótnem: „Określić wprost niepodobna, co tak niesłychanie działa na człowieka z tego obrazu”.

"Kuropatwy" (1891), Muzeum Narodowe w Warszawie


Słyszałem swego czasu w Pałacu w Radziejowicach, gdzie obraz ten jest eksponowany, jak ktoś powiedział, że sójka jest nienaturalnej wielkości, gdy porównamy ją do wielkości drzewa i gałęzi. Ale przecież aby tak szczegółowo namalować tego kolorowego ptaka na tle leśnego pejzażu, inaczej nie można było tego uczynić.

"Sójka" (1892), Muzeum Narodowe w Warszawie, fot. MNW


Malarz na tym obrazie, jak czytamy na stronie MNW, „ukazuje porośnięty szuwarami leśny staw, o świcie. Nad srebrzystą taflę wody wzbija się w powietrze kurka wodna, różowo- szary ptak. W tle bezkresna równina łąk o przymglonym horyzoncie. Na szaro-beżowym niebie, wypełniającym 1/3 kompozycji, esowaty sznur ptaków”.

"Kurka wodna" (1894), Muzeum Narodowe w Warszawie, fot. MNW


Obrazów z tematem żurawi artysta namalował cztery. Miedzy pierwszym a ostatnim, upłynęło lat czterdzieści. Pod koniec życia Józef Chełmoński podjął próbę namalowania jeszcze jednego płótna z tymi ptakami, „Żurawie w obłokach” (1913-1914), jednak nie zdążył go ukończyć. Możemy zatem powiedzieć, że te dumne ptaki towarzyszyły mu przez całe twórcze życie. Zaprezentujemy poniżej pierwszy i ostatni ukończony obraz z żurawiami.

"Żurawie" (1870), Muzeum Narodowe w Krakowie


"Powitanie słońca. Żurawie" (1910), Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi

Na zakończenie jeszcze jedno zdanie ze wspomnień Pii Górskiej, najlepiej oddające stosunek Chełmońskiego do przyrody i być może wyjaśniające dlaczego artysta został najwybitniejszym naszym animalistą. 
Nie mógł patrzeć (Chełmoński - przyp. mój) na cierpienie albo niewygodę zwierząt. Wyrzekał na jarzma u wołów, nie pozwalał używać dorożkarzom bata, i kurczył się z żalu widząc mękę ptaków.