czwartek, 6 kwietnia 2017

O „cudownie” odzyskanym obrazie Maksymiliana Gierymskiego

22 marca b.r. główne polskie media podały „sensacyjną” wiadomość. Otóż odnaleziono zaginiony w czasie II wojny światowej obraz starszego z barci Gierymskich, pt.: "Patrol Polski w 1830 roku".


Informacja ta brzmiała mniej więcej wszędzie tak samo. My zacytujemy tę ze strony internetowej TV Polsat News: „Funkcjonariusze wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej Policji wspólnie z przedstawicielami Wydziału Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w jednym z domów aukcyjnych w Warszawie odnaleźli i zabezpieczyli obraz Maksymiliana Gierymskiego "Patrol Polski 1830 roku" namalowany w 1869 roku. Dzieło zostało utracone w czasie II wojny światowej i figuruje w Bazie Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Według wstępnej weryfikacji dokonanej przez ekspertów z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego bezpośrednio po zabezpieczeniu obrazu wynika, że obraz jest oryginalny i tożsamy z obrazem utraconym w wyniku II wojny światowej”.

Byłaby to rzeczywiście sensacja, gdyby nie pewne fakty, które zaraz po przeczytaniu tej informacji spróbowałem ustalić, jako osoba zainteresowana malarstwem polskim. Zajęło mi to zapewne kwadrans, tyle potrzeba było, aby przejrzeć zasoby internetowe. Otóż na portalu jednego z większych polskich domów aukcyjnych znajduje się opis tego dzieła, które... w 2008 roku zostało wystawione na legalną licytację. Czytamy tam m.in. „Patrol polski w 1830 roku długo uchodził za obraz bezpowrotnie utracony w czasie II wojny i tak też określany był w powojennych opracowaniach (por. m.in. Straty wojenne... 1999 i 2007). Jego pojawienie się w 1999 uznano za wydarzenie.(...) W 1927 został kupiony w Wiedniu przez warszawskiego antykwariusza Abe Gutnajera, a następnie znalazł się w zbiorach Apolinarego Przybylskiego w Warszawie (lata 1927-1939)”.

Wiemy, że ten warszawski kolekcjoner w czasie powstania warszawskiego zakopał swoje bogate zbiory dla ich zabezpieczenia w różnych miejscach, a po wojnie niestety nic nie odnalazł. Dalej w opisie tego obrazu sporządzonego przez dom aukcyjny znajdujemy to, co najbardziej interesujące z punktu widzenia jego „sensacyjnego odnalezienia”. Cyt.: „W okresie od I 2000 do IV 2008 znajdował się (ów obraz - przyp. mój) w Muzeum Narodowym w Warszawie (depozyt prywatny; nr 3281)”. Tak więc losy obrazu od 1944 roku do roku ok. 2000 były nieznane. Później, przez kilka lat wisiał zapewne na ścianie wystawowej Muzeum Narodowego w Warszawie, bo jego właściciel oddał go tam w depozyt. Czyżby nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić jego pochodzenia? Zapewne nie. Później, po odebraniu dzieła z depozytu, tak chyba było, jego właściciel wystawił go na legalną aukcję i całkiem legalnie sprzedał za 460 tysięcy zł (cena wywoławcza - 180 tys. zł). Obecnie, na to wygląda, nowy właściciel chciał go także legalnie sprzedać, a właściwe służby ustaliły, że jednak jest to działo poszukiwane i znajduje się w polskim Katalogu strat wojennych. I bardzo dobrze. Zachodzi tylko pytanie, dlaczego nie zareagowano w 2008 roku, kiedy publicznie był wystawiony na aukcję, lub gdy spokojnie eksponowany był w muzeum? Zapewne przeoczono ten fakt, co przecież może się zdarzyć. Ale chyba teraz nie powinno się z „odnalezienia” obrazu robić wielkiego sukcesu, bo jako państwo narażamy się na śmieszność, zważywszy na powyższe fakty.

Foto obrazu pochodzi ze strony internetowej agraart.pl

środa, 22 marca 2017

Aleksander Gierymski w Bronowicach

Aleksander Gierymski po kilku latach nieobecności w Polsce przejeżdża w drugiej połowie 1893 roku prosto z Paryża do ojczyzny i udaje się do Krakowa. Do rodzinnej Warszawy nigdy nie wróci. Deklarował wcześniej nawet całkowite zerwanie więzi z Polską. Jednak dwa lata, tj. 1893-1895 spędza jeszcze w kraju, przed całkowitym jego opuszczeniem już na zawsze.

"Droga w Bronowicach" MNK
W maju 1891 roku Aleksander Gierymski pisał z Paryża do Stanisława Witkiewicza: „Tu przynajmniej żyję naturalnie dla mojego temperamentu. Żeby można tu zostać. Wejść w stosunki artyst.[yczno]-pieniężne! Tu, nie w Niemczech, można żyć swobodnie, z daleka od tych masy parszystw polityczno-narodowo-rasowych. Dosyć mam tego, chcę żyć swobodnie, niech mnie ludzie nie nudzą” (1). Artysta nigdy w kraju nie czuł się dobrze, często narzekał na panującą tu niechęć rożnych warstw społecznych do wszelkiej maści artystów. Znane jest jego powiedzenie, że „lepiej być koniem wyścigowym w Polsce niż malarzem”. Pomimo tych zastrzeżeń przybywa jednak do Polski, ale już nie do Kongresówki, tylko do Galicji.


"Kobieta z Bronowic" MNK
Badacze twórczości artysty nie do końca są w stanie ustalić bieg życia Gierymskiego w okresie krakowskim. Na pewno uczestniczył w przygotowaniach do Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie w 1894 roku, w zakresie prezentacji polskiej sztuki. Przypuszcza się także, że otrzymał zaproszenie od Henryka Rodakowskiego, który chciał mu zaproponować prowadzenie w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych katedry malarstwa. Jednak z powodu śmierci Rodakowskiego plany te stały się nieaktualne (2). Często natomiast bywa u niezwykle gościnnego i otwartego na świat artystyczny zamieszkałego w Bronowicach (wówczas podkrakowska wieś) Włodzimierza Tetmajera. Tenże Gospodarz z „Wesela” Wyspiańskiego, artysta wszechstronny, polityk, otoczył opieką znerwicowanego i zmęczonego malarza. Na spokojnej wsi powstają świetliste obrazy Olesia (jak nazywali przyjaciele Aleksandra), w tym pejzaż przedstawiający fragment Bronowic oraz studia typów ludowych, mężczyzny i kobiety. Malowidła te, jak uważa jeden z biografów artysty, można połączyć z pracą nad „najbardziej programowym dziełem tego okresu” (3), a mianowicie obrazem „Trumna chłopska”. O tym wybitnym dziele, arcydziele nawet, pisałem TUTAJ.

"Chłop z Bronowic" MNK
Teraz jednak spójrzmy na te trzy bronowickie malowidła, czyli: „Droga w Bronowicach” „Kobieta z Bronowic” oraz „Chłop z Bronowic”. Artysta zabrał się za tematy wiejskie, „ale nie znajdziemy w nich ani żadnej czułostkowej rodzajowości, ani żadnego tropu, by przypisywać ich elementom dodatkowych znaczeń. Tetmajer mówił o sztuce Aleksandra Gierymskiego, że ten nienawidził wszelkich symboli jak diabeł święconej wody” (4). Pisaliśmy wyżej, że przed przybyciem do Karkowa, malarz przebywał w Paryżu. Tam na pewno zachwycał się sztuką impresjonistów. Zdobycze tego kierunku zastosował właśnie w „bronowickich” obrazach. Zajrzyjmy teraz na stronę internetową Muzeum Narodowego w Krakowie, gdzie te trzy obrazy się znajdują. Czytamy tam, że: „Podkrakowski pejzaż i jego mieszkańcy urzekli go pięknem światła i barwy. Pozbawione sentymentalnej anegdoty studia chłopa oraz młodej dziewczyny z Bronowic wyróżnia jasna gama barwna (...). Mężczyzna w stroju krakowskim pozuje z godnością zamożnego gospodarza. Jego poważny wyraz twarzy oraz wyprostowana sylwetka sprawiają, iż wizerunek zyskuje uroczysty, niemal monumentalny charakter. Portret bronowiczanki jest bardziej intymny. Jej urzekająca świeżością uroda tchnie nieco melancholijnym nastrojem, a ludowy strój tworzy przesycone światłem zestawienia barw. Oba portrety charakteryzuje prostota kompozycji oraz skupienie się na rozwiązaniach kolorystyczno-świetlnych” (5). Nie inaczej jest w bronowickim pejzażu. Płótno to również cechuje prostota kompozycji i to co zauważalne w późniejszym okresie twórczości malarza - bark w tworzonych przez niego krajobrazach postaci ludzkich.

Obrazy na ekspozycji w MNK

Droga w Bronowicach („Karczma w Bronowicach”), (1893-1894), olej, płótno, wymiary: 55 x 76 cm.
Kobieta z Bronowic, (1893–1894), olej, płótno, wymiary: 61 x 48 cm.
Chłop z Bronowic, (1893-1894), olej, płótno, wymiary: 80 x 54 cm.

Przypisy:
  1. Cyt. za: E. Micke-Broniarek: Aleksander Gierymski. Wrocław 2004, s. 60.
  2. Tamże.
  3. J. Bogucki: Gierymscy. Warszawa 1959, s. 379.
  4. D. Dzierżanowska: Gierymscy. Warszawa 2006, s. 79.
  5. A. Krypczyk: Opis obrazów Kobieta z Bronowic, Chłop z Bronowic. Wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie.

sobota, 18 marca 2017

Wernisaż wystawy "Piotr Michałowski (1800-1855). Malarstwo i rysunek"


Od dnia 18 marca br. w Muzeum Okręgowym w Toruniu można będzie oglądać wystawę monograficzną prac Piotra Michałowskiego, który uważany jest za najwybitniejszego przedstawiciela polskiego malarstwa okresu romantyzmu. W dniu 17 marca odbył się wernisaż, na którym jej kurator przedstawiła w ciekawych słowach osobę artysty. Wystąpienie było krótkie, acz zawierało chyba wszystko, co zawierać powinno, a o to przede wszystkim w takich przedsięwzięciach chodzi. Nam przynajmniej się to podobało. Podziwialiśmy przy tym przybyły tłum widzów i nie ma w tych słowach za grosz przesady. 



Wystawa odbywa się pod hasłem: Piotr Michałowski: niezależny, bezinteresowny, wolny. To nawiązanie do esejów Mieczysława Porębskiego. W jednym z nich, z którego cytat wypisany jest na ścianie wystawowej wielkimi literami, czytamy: „Dla samego bowiem Michałowskiego sztuka (...) stała się czymś, czego w naszym malarstwie jeszcze nie było i długo być nie miało - wytężonym, zapamiętałym dochodzeniem do własnej wizji świata, która, jedynie pozostając najbardziej osobistą i prywatną, osiągnąć potrafi wymiar uniwersalizmu”. Bo przecież Michałowski jako człowiek zamożny, nie starał się przypodobać odbiorcy jego dzieł, nie musiał ich sprzedawać, aby żyć. Malował, tak jak czuł, tak jak chciał. Był przecież niezależny, bezinteresowny, wolny. Jak czytamy w materiałach prasowych MOT „wszechstronnie wykształcony, Michałowski czerpał inspirację dla swoich obrazów nie tylko z otaczającego go świata, ale i z dzieł zgromadzonych w największych europejskich muzeach: obrazów Rembrandta, Velázqueza, van Dycka czy Holbeina”.


Na wystawie jest prezentowanych kilkadziesiąt dzieł pochodzących z 18 polskich muzeów oraz od kolekcjonerów prywatnych. Większość z nich możemy zobaczyć po raz pierwszy oraz być może ostatni, bowiem już więcej nie będzie takiej okazji. Dlaczego? Ponieważ gros z nich to malowidła na papierze, tworzone akwarelą bądź ołówkiem, a wiadomym jest, że takie prace są bardzo rzadko eksponowane ze względu na ich ochronę przed długotrwałym działaniem światła. Dlatego też swój czas spędzają w muzealnych magazynach. 



Wszystkie dzieła sztuki, a trzeba wiedzieć, co ciekawe, że są tam i takie, które są niedokończone przez artystę, zostały zawieszone w jednej dużej sali, w sposób plastycznie bardzo przyjemny w odbiorze dla widza. Prezentacja ta odbywa się, jak podają organizatorzy, w kilku przestrzeniach, zatytułowanych kolejno: Szkicownik, Dom / Rodzinne, Dom / Modele, Historia / Wódz / Jeździec, Sztuka / Velázquez, Dom / Portrety zwierząt, najważniejsze wątki i tematy jego twórczości. 



Wystawa będzie czynna do 21 maja 2017 roku i jest prezentowana w Ratuszu Staromiejskim, sala wystaw czasowych, II p.


Zapraszamy do obejrzenia krótkiej fotorelacji z wernisażu. 








środa, 15 marca 2017

Aleksander Gierymski. „Wieczór nad Sekwaną”

Eugeniusz Delacroix uważał, że nie ma wielkiego artysty bez arcydzieła, które definiuje jako dzieło najwyższej wartości. Jednak z jednym zastrzeżeniem, a mianowicie, że ci, którzy stworzyli tylko jedno arcydzieło, nie muszą być z tego powodu uważani za artystów wielkich.

"Wieczór nad Sekwaną", Muzeum Narodowe w Krakowie
Czy tak postawiona kwestia upoważnia nas do stwierdzenia, że Aleksander Gierymski był wielkim artystą? Odpowiedź musi być udzielona bez wahania, zdecydowanie i jednoznacznie. Tak, Aleksander Gierymski to wielki artysta. Możemy jeszcze dodać, że jeden z najwybitniejszych, jakich wydała polska ziemia. Bo arcydzieł w okresie swojego niezbyt długiego życia stworzył kilka, o których na tych stronach już była mowa. Bolesław Prus, przyjaciel malarza, z którym razem odbywali artystyczne wędrówki po kraju, choć zapewne nie znał teorii arcydzieła Delacroix, to jednak w obrazach Gierymskiego zauważył ową wielkość artysty i jego „inność” w rozumieniu malarstwa od zdecydowanej większości parających się wówczas tą dziedziną sztuki. Posłuchajmy: „Ogół malarzy stara się o więcej lub mniej dokładne przedstawienie przedmiotów. Malują oni drzewa, okna, kobiety, mężczyzn, lasy, śniegi itd. więcej lub mniej płasko i fałszywie. Lecz jeden tylko Gierymski, nie ograniczając się do malowania przedmiotów, stara się jeszcze malować światło. U niego nie ma przedmiotu małego lub dużego, pięknego lub brzydkiego, lecz są tylko przedmioty rozmaicie oświetlone” (1). Dlatego teraz będzie o kolejnym arcydziele Gierymskiego, gdzie właśnie efekty gry światła odgrywają kapitalną rolę.

Obraz na ekspozycji w MNK
Po opuszczeniu już na zawsze rodzinnej Warszawy, artysta udaje się do ulubionego przez siebie miasta, „niemieckich Aten” jak się wówczas mówiło o Monachium. Możemy nawet powiedzieć, że tam powraca, bowiem wcześniej w Akademii monachijskiej uczył się malarstwa. Tam niejako zaczyna poświęcać się nowemu tematowi, a mianowicie miejskiemu nokturnowi. Artysta nigdy wcześniej nokturnów nie malował. Tak przynajmniej powszechnie się uważa. Czy jednak aby na pewno? Dla wyjaśnienia tego zagadnienia koniecznym staje się cofnięcie o kilka lat wstecz, do Warszawy początków roku 1886. Wtedy to malarz donosi „o wykonaniu jakichś niewielkich studiów oraz o pracy nad obrazem przedstawiającym scenę nocną z zabójstwem. Sensacyjny temat - rzecz w twórczości Gierymskiego przypadkowa i nie leżąca na linii jego istotnych poszukiwań - świadczyć może tylko o pewnej dezorientacji malarza co do wyboru dalszej drogi. Godny natomiast uwagi jest wybór motywu nocnego. Jest to bowiem pierwsza tego rodzaju próba, poprzedzająca późniejsze cykle tzw. nokturnów, tj. nastrojowych studiów krajobrazu miejskiego w nocy rozświetlonej blaskami lamp gazowych i elektrycznych” (2). Niestety, nie znamy dalszych losów tegoż sensacyjnego tematu sceny nocnego zabójstwa, ale dowiadujemy się, że jednak cztery lata wcześniej, czyli przed wyjazdem z Warszawy do Monachium, już artyście chodziło po głowie zajęcie się tematem nokturnu. Maluje tam miejskie nokturny tj: "Plac Maksymiliana Józefa w Monachium" (1890), "Plac Wittelsbachów w Monachium" (1890), „Most w Monachium” (1890) i Ulica w Monachium” (1890), (zaginiony prawdopodobnie w czasie II wojny światowej). Za „Plac Wittelsbachów” na wystawie otrzymuje złoty medal, a obraz zakupuje rząd Bawarii do Nowej Pinakoteki. Zarobione pieniądze pozwalają Gierymskiemu wyjechać do Paryża, gdzie staje w połowie września 1890 roku.

"Wieczór nad Sekwaną - Studium" MNW
Z tego pobytu w Paryżu i stworzeniu tam na początku kilku nokturnów miejskich, dla nas wydaje się jednak w najwyższym stopniu interesującym monumentalny „Wieczór nad Sekwaną”, bowiem „jest to bez wątpienia najbardziej impresjonistyczne płótno w całym dorobku malarza, najbardziej jawnie demonstrujące - zwłaszcza w rozległej partii wody - technikę dywizjonizmu” (3). Do tego obrazu przymierza się już od 1892 roku tworząc jego studium, niewielkie płótno olejem malowane, które znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie. W tym czasie powstają jeszcze dwa miejskie krajobrazy, nokturny: „Opera paryska w nocy” (1991), (dwie wersje) oraz Luwr w nocy” (1892).Wieczór nad Sekwaną” kończy paryski okres twórczości Gierymskiego. Obraz na co dzień jest prezentowany w Muzeum Narodowym w Krakowie, w Galerii Sztuki Polskiej XIX Wieku w Sukiennicach (Sala Chełmońskiego).

"Wieczór nad Sekwaną" - fragment MNK
Na obrazie tym „artysta ukazał fragment rzeki w zapadającym zmierzchu, z widocznym w głębi Pont du Caroussel i majaczącymi przy nabrzeżu zabudowaniami Luwru” (4). Dzieło, jak wszystkie inne artysty powstaje w pracowni. Jest malarzem konsekwentnym, w plenerze tworzyć nie lubi w przeciwieństwie do impresjonistów. Jednak w tym nocnym widoku fragmentu Paryża „zbliża go do techniki francuskich impresjonistów swobodny, szkicowy sposób malowania, daleki od realizmu obrazów warszawskich, stosowanie techniki dywizjonistycznej, wykorzystanie odbijających się na wodzie refleksów świetlnych oraz impresyjne zamglenie” (5). Dodatkowo „dla oddania migotliwości rzeki poruszonej sunącymi barkami, odbijającej ostatnie refleksy słońca, zastosował metodę dywizjonizmu, kładąc obok siebie cieniutkie smużki niezliczonej odcieni błękitów, szarości i oranżu” (6). Cóż jest jeszcze w tym arcydziele takiego innego, niż to, do czego nas Gierymski do tej pory przyzwyczaił, że tak bardzo porusza i każe spojrzeć na to płótno z zachwytem? Znawczyni twórczości malarza zauważa, że „na tle wcześniejszych prac Gierymskiego „Wieczór nad Sekwaną wyróżnia się swobodą i pewną szkicowością techniki. Koloryt, chociaż przytłumiony porą zmierzchu, zbudowany jest tu w gamie barw jasnych i czystych, nakładanych śmiało, od jednego rzutu pędzla. Chociaż w krajobrazie tym Gierymski nie zrywa z konwencją realistycznego postrzegania natury, to jednak przez wybór zjawiska i sposobu rejestracji nadaje tej wizji ton głęboko emocjonalny” (7).

Wieczór nad Sekwaną, 1893 rok
technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 121 cm x 185 cm

Przypisy:

  1. B. Prus: Kronika tygodniowa. „Kurier Codzienny” 1888, nr 194. W: Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976, s. 16.
  2. J. Bogucki: Gierymscy. Warszawa 1959, s. 293.
  3. S. K. Stopczyk: Malarstwo polskie od realizmu do abstrakcjonizmu. Warszawa 1987, s. 60.
  4. W. Milewska: Opis obrazu Wieczór nad Sekwaną. Wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie.
  5. B. Kokoska: Impresjonizm polski. Ożarów Maz. 2015, s. 10.
  6. W. Milewska: art.cyt.
  7. E. Micke-Broniarek: Mistrzowie pejzażu XIX wieku. Wrocław 2005, s. 42-43.

wtorek, 7 marca 2017

10 obrazów, które powinieneś obejrzeć w Muzeum Narodowym w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach, Sala Chełmońskiego. Mini przewodnik


Podobnie jak prezentowane wcześniej na tym blogu „10 obrazów...” z Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Poznaniu, także i teraz zastrzegamy, że jest to wybór całkowicie subiektywny i o tym wyborze zdecydowały tylko i wyłącznie zainteresowania piszącego te słowa. Obrazy zostały zaprezentowane w kolejności alfabetycznej ich twórców. O kilku z nich można znaleźć na tej stronie dłuższe szkice, które łatwo odszukać za pomocą wyszukiwarki.

1. Anna Bilińska-Bohdanowiczowa „Autoportret z paletą” 1887 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 117 cm x 90 cm

2. Józef Chełmoński „Czwórka” 1881 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 275 cm x 660 cm

3. Aleksander Gierymski „Wieczór nad Sekwaną” 1893 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 121 cm x 185 cm

4. Maksymilian Gierymski „Obóz Cyganów I” 1888 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 40 cm x 63 cm

5. Jacek Malczewski „Introdukcja” 1890 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 332 cm x 232 cm

6. Józef Pankiewicz „Wóz z sianem” 1890 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 50,5 cm x 69,2 cm

7. Władysław Podkowiński „Szał uniesień” 1894 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 310 cm x 275 cm

8. Jan Stanisławski „Ule na Ukrainie” 1895 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 19 cm x 29 cm

9. Stanisław Witkiewicz „Wiatr halny” 1895 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 93 cm x 142 cm

10. Leon Wyczółkowski „Orka na Ukrainie” 1892 rok


technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 73 cm x 121,5 cm

Sala Chełmońskiego - fragment

piątek, 10 lutego 2017

O odzyskanym obrazie Wojciecha Gersona słów kilka

Kilka lat temu głośna była sprawa odzyskania zaginionego w czasie II wojny światowej obrazu Wojciecha Gersona. Należał on wcześniej do kolekcji rodziny Kronenbergów z Warszawy. Dlatego też od zaginięcia był traktowany przez nasz kraj jako polska strata wojenna. Mowa tutaj o jednym z najlepszych płócien artysty, zatytułowanym „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim”, pochodzącym z roku 1862. Temat kompozycji w wykonaniu tego malarza nie dziwi. Gerson był bowiem uważany za jednego z tych, których możemy nazwać „malarzami Tatr”, a nawet ich odkrywców dla polskiej sztuki.
Wojciech Gerson "Odpoczynek w szałasie tatrzański" (fot. Domena publiczna)

Dzieło to w 2003 roku zostało wystawione na sprzedaż w londyńskiej filii domu aukcyjnego Sotheby’s. Polskie władze mając dobrze udokumentowany fakt, iż obraz ten był polską własnością, zdołały wycofać go z licytacji. Wiadomo było bez najmniejszych wątpliwości, że płótno to zakupił od artysty Leopold Kronenberg w rok po jego namalowaniu. To znany wówczas w Warszawie mecenas sztuki, a także finansista - bankier, założyciel Banku Handlowego oraz inicjator powstania Szkoły Głównej Handlowej.

Wystawione w Londynie dzieło Gersona, noszące w przeszłości także i inne tytuły, jak: Zaczarowane dźwięki, W góralskiej chacie, czy Góralski koncert, było dobrze udokumentowane w przedwojennej ikonografii. Dlatego bez problemu można było go zidentyfikować. Wojenne losy malowidła są praktycznie nieznane. Po zakończeniu działań wojennych, prawdopodobnie w 1945 roku ktoś chciał obraz sprzedać w Szwajcarii, a miał go kupić obywatel Republiki Południowej Afryki. I właśnie jego spadkobierca wystawił płótno na aukcję w Londynie. Sprzedaż zablokowały nasze władze udowadniając, że jest to polska strata wojenna. Później nastąpiły długie pertraktacje z właścicielem dzieła na temat jego zwrotu. W takich przypadkach sprawa jest bardzo skomplikowana, jeżeli sprzedający udowodnił, że nabył go w dobrej wierze. Wtedy nie ma mowy, aby odstąpił go „za darmo”. Jednak żadna ze stron w takich delikatnych sytuacjach nigdy nie chce rozgłosu. Przełom w negocjacjach nastąpił dopiero wtedy, gdy włączyła się do nich Fundacja im. Leopolda Kronenberga działająca przy banku Citi Handlowy, która udzieliła wsparcia finansowego. Wówczas strony zawarły ugodę. Oczywiście nie podaje się do publicznej wiadomości, za jaką kwotę malowidło odkupiono. I tak pierwszego dnia czerwca 2010 roku odbyła się uroczystość przekazania przez tę Fundację obrazu Wojciecha Gersona do zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie.

Wojciech Gerson „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim” (1862), olej/płótno; wymiary: 92,5 x 134,5 cm, Zamek Królewski w Warszawie.

środa, 1 lutego 2017

Stańczyk według Matejki i Wyczółkowskiego

Jeśliby przeprowadzić sondę i zapytać naszych rodaków, kto według nich jest najwybitniejszym i najbardziej znanym z polskich malarzy, to jestem przekonany, że zdecydowana większość respondentów odpowiedziałaby bez wahania - Jan Matejko.

Stańczyk według Jana Matejki

Jan Matejko "Stańczyk"
Dlaczego Mistrz Jan stał się największym polskim malarzem? Ano dlatego, że namalował Stańczyka. Odpowiedź może i zaskakująca, zważywszy, że najbardziej znanym jego dziełem jest Bitwa pod Grunwaldem. Jednak postać królewskiego błazna Jan Matejko stworzył 15 lat wcześniej, mając wtedy zaledwie 24 lata i to właśnie dzieło uznaje się za kluczowe dla rozwoju jego późniejszej twórczości, za swoiste artystyczne credo krakowskiego plastyka. Od tego obrazu rozpoczyna się wielkie, historyczne malarstwo Jana Matejki, które nie tylko sprowadza się do ilustrowania dziejów Polski, ale również podejmuje ono próbę krytycznej ich analizy i odpowiedzi na pytanie: „kto zawinił, że z mapy świata zniknęło państwo niegdyś tak duże i silne”. Choć 22 lata później Antoni Sygietyński raczej słusznie stwierdzi, że malarstwo historyczne „poszło do grobu”, to jednak w pewnej mierze, za sprawą przede wszystkim Matejki, swoją społeczną i narodową powinność spełniło.

"Stańczyk" - fragment
Nam, Polakom, miejscowość Smoleńsk źle się kojarzy, szczególnie w odniesieniu do najnowszej historii. Niestety, także i tutaj nie uciekniemy od niej. Warto przypomnieć, że pełna nazwa tego obrazu brzmi: Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska. Ubrany w czerwony, błazeński strój i czapkę z dzwoneczkami mężczyzna siedzi zrezygnowany na fotelu. To nadworny błazen króla Zygmunta Starego. Jednak jego twarz nie jest uśmiechnięta tak, jaką byśmy chcieli widzieć u człowieka parającego się tą profesją. Obok niego, na stole leży list. Posłaniec doniósł właśnie, że utraciliśmy na rzecz Rosji ważną twierdzę strzegącą wschodnich rubieży Rzeczpospolitej Obojga Narodów – Smoleńsk. Czyżby tylko on się tą wiadomością zmartwił? Zza ściany dobiegają dźwięki muzyki. Dwór bawi się wesoło. Bogata i silna jest Polska. Dlaczego więc Stańczyk z takim niepokojem patrzy przed siebie? Czy gniewa go swawola i pustota na królewskim dworze? A może widzi już zapowiedź przyszłych klęsk (1)?

Obraz w MNW
Tak jak w czasach, o których traktuje to malarskie dzieło, Polacy nie rozumieli nadchodzących zagrożeń dla swojego państwa, tak i obraz ten nie był zaraz po jego namalowaniu właściwie rozumiany, ba, nawet nie został doceniony jako dzieło sztuki. Stał się przedmiotem loterii. Wygrał go niejaki obywatel Korytko. Powiesił byle gdzie, w jakiejś wilgotnej suterynie, czasami wycierał ostrą szmatą, czyniąc płótnu masę szkód. Dopiero wiele lat później uznany został za jedno z największych arcydzieł polskiego malarstwa. Odkupiony za wielkie pieniądze, spoczął w zbiorach narodowych. W czasie II wojny światowej zaginął na wiele lat. Odnaleziony w ZSRR, znalazł swoje miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie piszący te słowa wielokrotnie się w niego wpatrywał i wpatrywać jeszcze będzie. W te smutne i zaniepokojone oczy, zatroskaną, mądrą twarz, której Mistrz Jan nadał własne rysy.

Stańczyk. Trefniś. Igraszka losu. Błazen w czerwonej sukni. Obraz, który stał się jednym z wielkich nauczycieli narodu (2).

Stańczyk według Leona Wyczółkowskiego

Prawdopodobnie gdyby nie portret Stańczyka pędzla Jana Matejki, postać tego królewskiego błazna dwóch ostatnich Jagiellonów poszłaby w narodową niepamięć. Leon Wyczółkowski malując obraz tej samej postaci w trzydzieści sześć lat później, świadomie nawiązał do jednego z najwybitniejszych obrazów Mistrza Jana.

Leon Wyczółkowski "Stańczyk"
Po zakończeniu malarskich studiów w Monachium, Leon Wyczółkowski postanawia kształcić się dalej. I o dziwo nie wybiera Paryża czy Rzymu, jak to wtedy było w obyczaju, tylko Kraków. Na Paryż i fascynację twórczością francuskich impresjonistów czas przyjdzie później, tak jak później powstaną impresjonistyczne płótna artysty. Póki co, właśnie w Krakowie Wyczółkowski na swojego mistrza, pod kierunkiem którego dalej się kształci, wybiera Jana Matejkę. Pozostaje pod jego urokiem przez pewien czas, jednak nie do końca swojej twórczej, a w przyszłości i pedagogicznej pracy, kiedy to w 1895 roku powołano go na stanowisko profesora malarstwa w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Uważa on, że Matejko na tle europejskiej twórczości jest przestarzały, że ten romantyzm, który prezentuje, należy do świata, który minął (3). Nie miejsce jednak tutaj na omawianie życiorysu tego malarza, bowiem okres bez mała 65 lat twórczości artystycznej Wyczółkowskiego, to częste zmiany techniki i stylów, choć zawsze pozostawał wierny realistycznemu widzeniu świata.

"Stańczyk" - fragment
O ile Stańczyk Matejki odwoływał się wprost do zaistniałego wydarzenia historycznego, to Stańczyk Wyczółkowskiego jest bardziej wyrazem polskiego symbolizmu niż historyzmu. Niemniej obydwa płótna to przykład polskiej mitologii narodowej, ukazującej najbardziej znanego królewskiego błazna, jako krytyka naszych wad narodowych. W dwa lata po powstaniu tego obrazu, znany wówczas ekspert w dziedzinie sztuki, Cezary Jellenta, zauważa, że Stańczyk Wyczółkowskiego jest bardzo zagadkowy, a przy tym załamany, zamyślony, na tle szeregu marionetek krakowskich, choć tu już snadź chodziło o marionetki, jako sposobność do odegrania świetnej a wysokiej gamy kolorystycznej (4). Tę „zagadkowość” próbują rozwikłać współcześni nam znawcy sztuki zwracając uwagę na fakt, że błazen dlatego zasłonił dłonią twarz, że nie był w stanie znieść widoku wydobytych ze skrzyni Polaków-marionetek. Motyw ten jest zazwyczaj interpretowany jako wynik sporu malarza z konserwatywnym środowiskiem Krakowa, tak zwanymi „stańczykami”, którzy nieprzychylnie odnieśli się do jego twórczości pojmowanej jako wynik rewolucyjnych poglądów warszawskiego środowiska „Wędrowca” (5).

"Stańczyk" w MNK
Na zakończenie tego szkicu zajrzyjmy do Muzeum Narodowego w Krakowie gdzie obraz ten jest na co dzień prezentowany na wystawie stałej w Gmachu Głównym, a dokładniej do „wirtualnego muzeum”. Tam właśnie o tym dziele czytamy co następuje: Wyczółkowski ukazał Stańczyka w roli reżysera narodowej szopki, siedzącego nad skrzynią z kukiełkami symbolizującymi różne stany i warstwy społeczne. Błazen wyjmując kolejną figurkę zakrył twarz dłonią. Zapewne płacze nad kondycją polskiego narodu sprowadzonego do roli bezwolnych marionetek. Nie odpowiada mu rola lalkarza, manipulatora narodowej sceny politycznej i stronnika złej sprawy. Prowokacyjna kolorystyka obrazu zdominowana przez karminową czerwień – barwę rewolucji – zdaje się potwierdzać szyderczy sens przedstawienia (6).

Przypomnijmy sobie Stańczyka z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Prawdopodobnie to właśnie obraz Leona Wyczółkowskiego tak urzekł najwybitniejszego dramaturga Młodej Polski, że stał się inspiracją do stworzenia w tym dramacie tej symbolicznej postaci i ukazania jej jako zjawy w bezwzględny sposób osądzającej krakowskich konserwatystów, aktorów narodowej szopki (7).

Zapewne bez Matejkowskiego Stańczyka nie byłoby i Stańczyka Wyczółkowskiego. Podczas gdy Mistrz Jan pokazał tego błazna jako osobę zatroskaną o losy Polski, kraju wówczas jeszcze nadzwyczaj silnego, mocnego i ważnego, to Wyczółkowski parafrazując jego obraz, ukazał na swoim symboliczno-alegoryczne przesłanie; królewski błazen rozmyśla tu nad upadkiem narodu o mocarstwowej przeszłości kierowanego teraz przez lojalnych wobec zaborcy konserwatystów, którym nadał postać teatralnych marionetek (8).

Jan Matejko - Stańczyk, 1862 rok
technika/materiał: olej/płótno
wymiary: 88 cm × 120 cm

Leon Wyczółkowski - Stańczyk, rok 1898,


Technika/materiał: olej/płótno,


Wymiary: 99 cm x 139 cm.

Przypisy:

  1. Maria Szypowska: „Jan Matejko wszystkim znany”. Wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,1985.
  2. J. Stępniowa: „Krajobraz z tęczą. Sylwetki artystów od Wita Stwosza do Dunikowskiego”. Wyd. Książka i Wiedza, 1976.
  3. Ignacy Witz: „Polscy malarze, polskie obrazy”. Wyd. Nasza Księgarnia, 1970.
  4. Cezary Jellenta: „Profile talentów. II”, „Przegląd Tygodniowy” 1900, nr 17. W: „Teksty o malarzach 1890-1918”. Wyd. Ossolineum, 1976.
  5. Irena Kossowska i Łukasz Kossowski: „Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska”. Wyd. Arkady, 2011.
  6. Wacława Milewska: „Wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie” (http://www.imnk.pl)
  7. Irena Kossowska i Łukasz Kossowski, dz. cyt.
  8. Irena Kossowska: „Leon Wyczółkowski”. Culture.pl.